Tak, jak myślałam, z krwią łatwo nie jest. Wszelkie kulturowe jej obudowy i związane z nimi obawy się sprawdzają. Dodatkowo także głęboko zakorzeniony biologiczny strach przed jej utratą, związaną z przekroczeniem granic ciała.
Bardzo opornie idzie mi zbiórka pròbek ale mam to wpisane w koszta. Tylko nieliczni są w stanie zranić się celowo. Właściwie, to chyba, póki co, tylko ja się na to zdobyłam. Reszta ,,obdarowanych,, wacikiem czeka na skaleczenie, upław z nosa itp. Jestem cierpliwa, niech trwa ten stan myślenia-pamiętania-gotowości, być może tkwi w nim nawet większą wartość niż potencjalnym efekcie końcowym.
Dodatkowo, z racji oddalenia od wielu potencjalnych ,,dawców,, rodzi się ciekawa forma, sztuka bio-poczty:)
sobota, 20 lipca 2013
sobota, 13 lipca 2013
simulation of ideal / złudzenia ideału
Jak bardzo byśmy nie chcieli osiągnąć ideał, pełnię poprzez kulturowe wytwory, i tak natura zniweczy te starania.
Weźmy koło - figurę idealną. Niby wywodzi się z natury, jej obserwacji ale w swej pełni kulistości w naturze nie występuje. To człowiek je ,,usztywnił,, wycyzelował.
Dlatego w geometryczny rysunek koła wpisuję koła umowne, prawie koła, cięte ,,na oko,, (oko i tak dopowiada sobie nie dociągnięcia, przyzwyczajone do określonego kształtu).
Dodatkowo, każde z PRAWIEKÓŁ naznaczone jest materią organiczną o swoistej żywotności. Pierwotna zatem uroda, kojarząca się z biżuterią, dekoracją przemija, odidealizowuje się.
Ot taka prosta zabawa z kołem (umieszczonym na formacie prawie kwadratu).
Weźmy koło - figurę idealną. Niby wywodzi się z natury, jej obserwacji ale w swej pełni kulistości w naturze nie występuje. To człowiek je ,,usztywnił,, wycyzelował.
Dlatego w geometryczny rysunek koła wpisuję koła umowne, prawie koła, cięte ,,na oko,, (oko i tak dopowiada sobie nie dociągnięcia, przyzwyczajone do określonego kształtu).
Dodatkowo, każde z PRAWIEKÓŁ naznaczone jest materią organiczną o swoistej żywotności. Pierwotna zatem uroda, kojarząca się z biżuterią, dekoracją przemija, odidealizowuje się.
Ot taka prosta zabawa z kołem (umieszczonym na formacie prawie kwadratu).
sobota, 6 lipca 2013
ban or order / zakaz jest nakazem - festival experyment 2013
Prosta zabawa znaczeniami z wykorzystaniem natury, przyrody oraz kulturowych ustaleń.
Wykorzysytałam grafikę znaków zakazu by wyznaczyć na ich podstawie pola, przez które można przejść tylko po wyznaczonych liniami znaków ścieżkach.
Białe linie, które precyzują rodzaj zakazu w moich polach stają się jedynymi drogami wyjścia-przejścia, nakazanymi porządkiem wysiewu.
Głęboko wierzę, że ludzi posiadają wewnątrz przyrodzone poszanowanie tego, co wygląda na zaplanowane, wytyczone a dodatkowo potencjalnie piękne, dlatego będą trzymać się wyznaczonych tras, nie depcząc poletek obsianych.
Póki co, znaki są czarne, naznaczone jedynie barwą ziemi do upraw. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, wkrótce się zazielenią ( co podkreśli paradoksalne ,,przyzwolenie,, tych znaków zakazu) a być może ostatecznie zaczerwienią zakazanym-dozwolonym makiem.
Przez cały okres realizacji towarzyszył mi niepokój, który i teraz mnie nie opuszcza, czy aby uda się coś wyhodować. Dlatego co chwila dosiewałam coś nowego (mak ogrodowy, ostróżkę, mak polny a nawet rzerzuchę) biegając z miejsca do miejsca (3 punkty w mieście) z konewką.
To trochę taka jakby ciąża urojona, oczekiwanie na życie, które może tylko wydaje się być możliwe.
dotykowy kontakt z ziemią ma w sobie coś magicznego, tak jakby dotykało się sedna sprawy
kształt koła nie jest tu bez znaczenia pod każdym względem
Zostawiłam w miasteczku również mały aneks czysto graficzny. Mam wrażenie, że on poniekąd wyjaśnia sens powstałych zasiewów. Poza tym potrzebowałam zastosowania innej formy wyrazu, by wykorzystać fakt istnienia licznych kół w wyglądzie miasteczka.
Na koniec słów kilka o samym Zbąszyniu. Jest to jedno z niewielu miejsc, gdzie czuję się bezpiecznie i dobrze. Nie wiem, czy to kwestia przyrody, uroku małego miasteczka, czy ludzi, pewnie wszystkiego na raz. Dlatego gdzie indziej mogłam zaryzykować ,,poczęcie,, jak nie tam:)
Wykorzysytałam grafikę znaków zakazu by wyznaczyć na ich podstawie pola, przez które można przejść tylko po wyznaczonych liniami znaków ścieżkach.
Białe linie, które precyzują rodzaj zakazu w moich polach stają się jedynymi drogami wyjścia-przejścia, nakazanymi porządkiem wysiewu.
Głęboko wierzę, że ludzi posiadają wewnątrz przyrodzone poszanowanie tego, co wygląda na zaplanowane, wytyczone a dodatkowo potencjalnie piękne, dlatego będą trzymać się wyznaczonych tras, nie depcząc poletek obsianych.
Póki co, znaki są czarne, naznaczone jedynie barwą ziemi do upraw. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, wkrótce się zazielenią ( co podkreśli paradoksalne ,,przyzwolenie,, tych znaków zakazu) a być może ostatecznie zaczerwienią zakazanym-dozwolonym makiem.
Przez cały okres realizacji towarzyszył mi niepokój, który i teraz mnie nie opuszcza, czy aby uda się coś wyhodować. Dlatego co chwila dosiewałam coś nowego (mak ogrodowy, ostróżkę, mak polny a nawet rzerzuchę) biegając z miejsca do miejsca (3 punkty w mieście) z konewką.
To trochę taka jakby ciąża urojona, oczekiwanie na życie, które może tylko wydaje się być możliwe.
dotykowy kontakt z ziemią ma w sobie coś magicznego, tak jakby dotykało się sedna sprawy
kształt koła nie jest tu bez znaczenia pod każdym względem
Zostawiłam w miasteczku również mały aneks czysto graficzny. Mam wrażenie, że on poniekąd wyjaśnia sens powstałych zasiewów. Poza tym potrzebowałam zastosowania innej formy wyrazu, by wykorzystać fakt istnienia licznych kół w wyglądzie miasteczka.
Na koniec słów kilka o samym Zbąszyniu. Jest to jedno z niewielu miejsc, gdzie czuję się bezpiecznie i dobrze. Nie wiem, czy to kwestia przyrody, uroku małego miasteczka, czy ludzi, pewnie wszystkiego na raz. Dlatego gdzie indziej mogłam zaryzykować ,,poczęcie,, jak nie tam:)
poniedziałek, 24 czerwca 2013
biology of discovery / biologia znaleziska
Jakiś czas temu, przypadkowo będąc na terenie fortów Bemowo, natrafiałam na serię dziwnych morskich w kolorze ale też tematyce obrazków (częściowo z Gdyni lub Gdańska). Były przyczepione na jakiejś tablicy, w typie szkolnych lub zakładowych. Poczułam do nich coś, ale na tyle mało konkretnie, że zabrałam tylko 2. Może to, że nie byłam sama nie pozwoliło przeczuciu na dobre się wykluć, kto wie.
Przyniesione do domu 2 ,,łupy,, zakiełkowały w większy pomysł. Zatem dokładnie niemal w tygodniową rocznicę, wybrałam się do fortów ,noch einmal, z całkowitą pewnością, że tam na mnie czekają. Bo i kto mógł w nich coś dostrzec, skoro nawet ja, miłośniczka pozornej zbędności, nie doceniłam w porę ich potencjału.
A jednak. Z jednej strony szkoda, że mój szerszy pomysł zawęził się do 2 obiektów, z drugiej zaś radość, że pojawiła się osoba, która miała podobne przeczucie, co do znaleziska i w dodatku, się nie wahała.
Mam nauczkę, by nigdy więcej nie zostawiać czegoś, co choćby szeptem do mnie przemówi.
A oto gra wizualna odnosząca się do powyższego.
Zafascynował mnie kolor zdjęć oraz architektura fortów. Zatem poczyniłam skrót formalny.
Pod każdym obrazkiem umieszczona jest strzykawka z płynem odpowiadającym kolorem zdjęciom. Woda skapuje powoli (jak wszędobylska wilgoć w tym miejscu)i wypływa na zewnątrz do pojemnika - fosy (metalowego lub też gipsowego).
Ot taki przestrzenny zapis zdarzenia, kartka z pamiętnika. A czemu tak?......bo nie inaczej.
Przyniesione do domu 2 ,,łupy,, zakiełkowały w większy pomysł. Zatem dokładnie niemal w tygodniową rocznicę, wybrałam się do fortów ,noch einmal, z całkowitą pewnością, że tam na mnie czekają. Bo i kto mógł w nich coś dostrzec, skoro nawet ja, miłośniczka pozornej zbędności, nie doceniłam w porę ich potencjału.
A jednak. Z jednej strony szkoda, że mój szerszy pomysł zawęził się do 2 obiektów, z drugiej zaś radość, że pojawiła się osoba, która miała podobne przeczucie, co do znaleziska i w dodatku, się nie wahała.
Mam nauczkę, by nigdy więcej nie zostawiać czegoś, co choćby szeptem do mnie przemówi.
A oto gra wizualna odnosząca się do powyższego.
Zafascynował mnie kolor zdjęć oraz architektura fortów. Zatem poczyniłam skrót formalny.
Pod każdym obrazkiem umieszczona jest strzykawka z płynem odpowiadającym kolorem zdjęciom. Woda skapuje powoli (jak wszędobylska wilgoć w tym miejscu)i wypływa na zewnątrz do pojemnika - fosy (metalowego lub też gipsowego).
Ot taki przestrzenny zapis zdarzenia, kartka z pamiętnika. A czemu tak?......bo nie inaczej.
sobota, 15 czerwca 2013
small annex to sweets / mały anex do słodyczy
Uwielbiam sytuacje, w których jakiś przedmiot sam do mnie przychodzi, naprasza się wyobraźni, jest już właściwie gotowym komunikatem wizualnym.
Wciąż jeszcze niezastąpionym miejscem owych napotkań, jest mój rodzinny dom, strych, schowki, komórki.
Przebogaty twórczy organizm.
Poniższy obiekt trudno jest jednoznacznie zdefiniować. Kojarzy się gł. z pojemnikiem na wodę święconą, który znajduje się w wejściu do kościołów.
Zbudowałam więc na jego bazie moje świeckie sacrum, religię własnej przeszłości, celebrację życia.
Ktoś mi może zarzucić nadmierną w tej kwestii bliskość do idei T.Kantora ale niech i tak będzie.Nigdy przecież nie będziemy identyczni mając inne życia.
Wciąż jeszcze niezastąpionym miejscem owych napotkań, jest mój rodzinny dom, strych, schowki, komórki.
Przebogaty twórczy organizm.
Poniższy obiekt trudno jest jednoznacznie zdefiniować. Kojarzy się gł. z pojemnikiem na wodę święconą, który znajduje się w wejściu do kościołów.
Zbudowałam więc na jego bazie moje świeckie sacrum, religię własnej przeszłości, celebrację życia.
Ktoś mi może zarzucić nadmierną w tej kwestii bliskość do idei T.Kantora ale niech i tak będzie.Nigdy przecież nie będziemy identyczni mając inne życia.
piątek, 14 czerwca 2013
sweets / słodycze I
Nie wiedzieć czemu, od dłuższego czasu, wszystkie moje ścieżki prowadzą do BIELI. Dawniej szły ku czerni. Zdaje się, że w bieli widzę większą neutralność, prostotę, tabula rasa. Lubię jej chłód i obojętność, w której czuję się bezpiecznie, bez szaleństwa w żadną stronę.
W tej pracy, dodatkowo, biały kolor (a właściwie nie kolor, światło) przywołuje na myśl początki życia, dobrze rokujące i nie zbrukane błędami. Obrazy - skrzynki tracą swą materialność, niknąc na tle białej ściany, tak jak znikną zamknięte w nich rysunki, pod wpływem napływu wody. Żadnej możliwości ratunku, wszystko jest szczelnie raz na zawsze zamknięte szybą, można jeszcze obejrzeć ale już nie zaingerować.
Skąd u mnie ten zwrot ku przemijaniu, mimo nie starczego jeszcze wieku? Nie wiem ale musi coś być na rzeczy.
niedziela, 2 czerwca 2013
sweets / słodycze I
Im większe zamieszanie w życiu, tym rozpaczliwiej szuka się rzeczy stałych, znanych, bezpiecznych.
Ciągłe życie na walizkach, w biegu ma swoje uroki ale bezsprzecznie nieco wyczerpuje baterie. Po to właśnie jest dom, wspomnienia, własna, prywatna historia.
Ciągłe życie na walizkach, w biegu ma swoje uroki ale bezsprzecznie nieco wyczerpuje baterie. Po to właśnie jest dom, wspomnienia, własna, prywatna historia.
Tryptyk już niemal gotowy. Brakuje tylko pojemników z płynem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
O mnie
- Karolina Żyniewicz/artdycyna
- Karolina Żyniewicz 2009 – gradueted from the Academy of Fine Arts in Łódź; Solo exhibitions: 2014 - Delectatio morosa, Milosc Gallery, Toruń; Hiperfobium, Lameli Gallery, Krakow; 2013 – Quarantine, Wozownia Gallery, Toruń; 2012 – Private life of life, Baszta Gallery, Zbąszyń; 2011 – Fear for darkness, BWA Katowice; Kuriosa, Art Agenda Nova, Krakow; 2010 – Spielsache, Academy of Fine Arts in Krakow; 2009 – Homo ludens, Fabrystrefa Gallery, Łódź; Group exhibitions: 2015 - Flow, fallout skies, bad weather, Mona Inner Spaces, Poznań, 2014 –LOCAL, The Dock Art Centre, Carrick on Shannon, Ireland; inSpiracje/Xtreme, 13 Muz, Szczecin; Cake and blood, Two Left Hands Gallery, Katowice; 2013 – Exteritories, Toruń, Experiment, Zbąszyń; 2012 – The limit of sculpture, Academy of Fine Arts in Warsaw; Grating of the gums on a meniscus, Cellar Gallery, Krakow; On strange feeling, Zderzak Gallery, Krakow; Organic, Cellar Gallery, Krakow

























